Bajka o Elfie, który nauczył się latać

Dzisiaj jeden z ostatnich tekstów opublikowanych na poprzednim blogu. Chociaż to bajka, jest w niej prawdziwa historia. Opowieść o człowieku, który dzięki książkom wyszedł z mroku. Taką mam nadzieję.

Tekst opublikowałam, a później wrzuciłam do szuflady. Przeleżał tam niemal 2 lata, aż pojawił się ktoś, kto brał udział w programie resocjalizacyjnym. Chciał nagrać tekst dla córki i zapytał, czy mam bajki Brzechwy albo Tuwima. Nie miałam, ale przypomniałam sobie bajkę o Elfie. Pomyślałam, że być może po to ten tekst powstał. Mam nadzieję, że bajka spodobała się adresatce i choć na chwilę stłumiła tęsknotę. Mam też nadzieję, że jej tato pójdzie drogą Elfa. Dzisiaj oddaję bajkę w Wasze ręce. Miłej lektury.

***

Tego dnia, który nazwał później Nowym Początkiem, Elf po raz pierwszy pomyślał, że nienawidzi szarego koloru. Dotąd w ogóle się nad tym nie zastanawiał. Odkąd pamiętał, szarość była jedyną barwą wypełniającą jego świat, ale tamtego dnia uświadomił sobie, że ma dosyć monotonii, w której tkwił od lat. Rozejrzał się wokół. Tu szarość, tam szarość, dalej oczywiście też szarość. Wszędzie to samo…

– Ohyda! – jęknął Elf.

A potem przypomniał sobie Pierwszy Początek i to, co wiele lat wcześniej zepchnął w kąt niepamięci.

Kiedy Elf wyłonił się z nicości, okazało się, że jest pozbawiony skrzydeł. Feler nie był może wyjątkowo duży, ale skutecznie uniemożliwił normalne życie w elfiej gromadzie. Uskrzydlone elfy wzbijały się wysoko, a bezskrzydły Elf zostawał na szarej podłodze. Kiedy przyglądał się odlatującym towarzyszom, za każdym razem czuł ukłucie żalu. Na początku podskakiwał nieporadnie, licząc, że jednak potrafi oderwać się od ziemi, ale nic z tego nie wychodziło. W końcu zrozumiał, że podniebne podróże nie są dla niego, i porzucił nieudolne próby latania. Czasem zastanawiał się, dlaczego natura była tak okrutna, ale szybko zauważył, że te rozważania są bardzo przykre i boleśnie szarpią duszę, więc przestał o tym myśleć. W końcu elfy zniknęły, odlatując na zawsze, a ich bezskrzydły kolega utknął w szarości. Na wszelki wypadek zapomniał, że istnieje inny świat i inne elfy. Tak żyło się łatwiej i łatwiej znosiło się samotność.

Tego dnia, który nazwał później Nowym Początkiem, Elf przypomniał sobie nie tylko Pierwszy Początek, inne elfy i marzenia o lataniu, ale też opowieści o wspaniałych barwach tworzących nieznany mu świat. Postanowił ich poszukać. Poczuł, że chociaż raz w życiu musi oderwać oczy od szarości. Pomyślał też, że ponoszenie kary za błąd natury jest wielką niesprawiedliwością. To w końcu nie jego wina, że nie miał skrzydeł!

Problem polegał na tym, że Elf kompletnie nie wiedział, jak się zabrać za szukanie wielobarwnego świata i jak się do niego dostać, nie posiadając skrzydeł. Na początku przeszedł się, szukając wyjścia. Przecież musiało istnieć, skoro inne elfy pojawiały się w jego szarej rzeczywistości, póki nie zniknęły na zawsze. Niestety, poszukiwania zakończyły się porażką. Szarość tworzyła szczelnie zamkniętą przestrzeń. Nigdzie nie było drogi, która zawiodłaby Elfa do nowej, wielobarwnej rzeczywistości. Mimo niepowodzenia, nie stracił nadziei. Po raz kolejny obszedł wszystko, uważnie badając otoczenie. A potem jeszcze raz i jeszcze raz, i jeszcze raz, i jeszcze raz… Nic. Poszukiwania zmęczyły Elfa. Usiadł  i opuścił głowę. W końcu zasnął.

Obudził się skostniały z zimna. Szara podłoga okazała się wyjątkowo niewygodnym posłaniem. Elf przewrócił się na plecy i przeciągnął się niczym kot. Spojrzał w górę. Pierwszą rzeczą, którą zobaczył, było okienko. Dotąd nie zwrócił na nie uwagi. A może wcale go tam nie było?

Elf usiadł gwałtownie. To była jego droga do kolorowego świata! Wprawdzie okienko było malutkie i znajdowało się bardzo wysoko, więc nie widział, co znajduje się po drugiej stronie, ale czuł, że to jego jedyna szansa na spełnienie marzeń.

Elf zerwał się błyskawicznie i podskoczył, wyrzucając ręce do góry. Tak bardzo chciał znaleźć się w pobliżu okna! Upadek był wyjątkowo bolesny. Elf obił sobie to i owo. Długo masował poobijane ciało. Nie będzie łatwo, pomyślał, ale wcale nie zamierzał się poddać. Teraz, kiedy zobaczył drogę na zewnątrz, postanowił zrobić wszystko, żeby wydostać się z szarego świata. Ponownie wstał i podskoczył. Wylądował na ziemi, ale tym razem był już na to przygotowany, więc nic mu się nie stało.

Do następnego skoku przygotował się solidnie. Zrobił rozgrzewkę i wziął spory rozbieg, jednak i tym razem spodziewanego sukcesu nie osiągnął. Do okienka wciąż było bardzo, bardzo, bardzo daleko. Elf rozejrzał się wokół.

– Krzesło, ośle! Weź krzesło! – krzyknął radośnie i podbiegł do szarego mebla.

Z trudem przesunął krzesło na środek pokoju, dokładnie pod okienko, i otarłszy pot z czoła, wspiął się na górę. Wyprawa była niebezpieczna i kilka razy wydawało się, że Elf spadnie, ale ostatecznie znalazł się tam, gdzie zamierzał. Ponownie otarł pot z czoła, otrzepał swoje szare ubranko i sięgnął ku okienku. Za daleko! Stanowczo za daleko! Elf stanął na palcach i wyciągnął się tak bardzo, jak tylko potrafił. Ale choć słyszał trzeszczenie elfich stawów, do okienka nie sięgnął. Spróbował podskoczyć, uważając, by nie spaść. Znowu nic! Elf jęknął i wziął rozbieg.

Tym razem zetknięcie z podłogą było naprawdę bolesne. Elf rozpłakał się z bólu, a potem długo leżał bez ruchu na szarej podłodze. Nigdy mi się to nie uda, pomyślał zrozpaczony i zasnął.

Następnego dnia obudził się z nowym pomysłem, który przyśnił mu się w nocy. Elf postanowił postawić krzesło na stole.

– To na pewno wystarczy, żeby sięgnąć do okienka i wydostać się z szarego świata – powiedział uradowany.

Tym razem Elf nie chciał się spieszyć. Miał dosyć obijania sobie ciała. Zrozumiał, że sukcesu nie osiągnie, idąc na skróty, ale solidnie się do wszystkiego przygotowując. Wiedział, że przeprowadzenie operacji będzie wymagać mnóstwa sił, więc przez cały miesiąc ćwiczył solidnie i dobrze się odżywiał. W chwilach zwątpienia spoglądał w górę i wyobrażał sobie świat, który musiał znajdować się po tamtej stronie. Czuł, że jest inny. Ciekawszy? Piękniejszy?

Kiedy już elfie mięśnie nabrały sprężystości, ich właściciel zabrał się za przesuwanie stołu. Zajęło mu to mnóstwo czasu. Jeszcze dłużej wciągał krzesło na górę. Potem odpoczywał przez kilka dni. I choć przez cały czas tęsknie spoglądał na okienko, czekał na właściwy moment. W ten sposób Elf został całkiem cierpliwym przedstawicielem swojego gatunku. To był pierwszy sukces, który stał się jego udziałem.

W końcu Elf zabrał się za wspinaczkę. Kiedy był już na szczycie, spojrzał w górę. Po raz pierwszy w życiu zobaczył coś innego niż szarość. Błękit nieba zachwycił go, a od bieli chmur zakręciło mu się w głowie. Ach! Elfy miały rację! Inne kolory były naprawdę wspaniałe! Znacznie piękniejsze niż szarość. Tak oto spełniło się marzenie bezskrzydłego Elfa, żeby choć raz w życiu oderwać oczy od szarości.

Napatrzywszy się na Wielki Błękit, Elf zerknął w dół. Ogarnął go prawdziwy smutek. Świat, który tkwił u jego stópek, był beznadziejnie monotonny. Teraz widział to jeszcze lepiej! Stojąc tam, na szczycie, Elf poczuł wyjątkowo mocno, że nie chce już wracać do szarej rzeczywistości. Znowu spojrzał w górę i wyciągnął ciało, stając na palcach. Niemal czuł gładką powierzchnię szyby. Niemal, bo w rzeczywistości zabrakło mu kilku centymetrów. Długo trwało, zanim zrozumiał, że i tym razem się nie uda. Nadszedł wieczór, a Elf wciąż próbował. Z rozpaczą przyglądał się, jak szarość zmierzchu pożera kolory. Tak naprawdę mały marzyciel poddał się dopiero wtedy, kiedy zapadł zmrok i błękit nieba zniknął za kurtyną nocy.

Elf postanowił przespać się na krześle. Nie chciał ryzykować schodzenia po ciemku. Sen długo nie nadchodził, pozwalając rozpaczy ścisnąć marzyciela w swoich niewygodnych objęciach.

Zanim o poranku Elf zszedł na dół, spróbował jeszcze kilka razy sięgnąć okienka, choć w głębi duszy czuł, że nie ma to sensu. W końcu zrezygnował. Ostatni raz spojrzał na Wielki Błękit, który o poranku wyłonił się z ciemności, i ruszył w dół.

Po długiej wędrówce Elf znalazł się na ziemi. Z nienawiścią spojrzał na konstrukcję, która nie zaprowadziła go do nowego świata. Wyładowując złość, kopnął w nogę od stołu. Po chwili zwijał się z bólu, przeklinając siarczyście. Potem dostał szału! Biegał, wściekle uderzając elfimi piąstkami w szare ściany. W końcu upadł na szarą podłogę i zaczął szlochać. Miał dość! Bolało go całe ciało, ale tak naprawdę najbardziej dotkliwy był ból duszy i świadomość, że nigdy nie wydostanie się z szarych odmętów. Poddał się.

Miesiąc później Elf postanowił dokładnie przyjrzeć się światu, w którym przyszło mu żyć. Skoro nie mógł się z niego wyrwać, chciał poszukać czegoś, co pozwoliłoby mu oswoić rzeczywistość.

To coś znalazł w szafie. Oczywiście szarej. Elf z trudem wyciągnął jedną książkę. Była okropnie ciężka. Przyjrzał się uważnie szarej okładce, a potem otworzył książkę i zaczął czytać. Następne miesiące Elf spędził pochłonięty lekturą. Nie zauważał, kiedy dzień przechodził w noc, nie dostrzegał nadejścia poranka. Zapomniał o okienku, przestał przeklinać Wszechobecną Szarość. Czytał, czytał, czytał, czytał….

W końcu stanął przed szafą i ze zdumieniem odkrył, że została mu tylko jedna książka. Wyciągnął ją, zastanawiając się, co będzie robił, kiedy już ją przeczyta. Nie znalazł odpowiedzi.

Otworzył Ostatnią Książkę. Szybko przeczytał pierwszą stronę i przewrócił kartkę. Kolory uderzyły w niego z niezwykłą mocą. Były tam wszystkie: zielony, żółty, czerwony, niebieski, fioletowy, biały, czarny, złoty… Kłębiły się na ilustracji, atakując umysł oszołomionego czytelnika.

–  Mój Boże! – westchnął Elf. – To niesamowite!

A potem nagle wszystko sobie przypomniał. Spojrzał na szare ściany i znowu poczuł, jak bardzo ich nienawidzi. Podniósł głowę. Okienko. To tam zobaczył Wielki Błękit. Przypomniał sobie o swoich marzeniach, a jednocześnie wróciły wspomnienia ze wszystkich nieudanych prób wyrwania się z Szarej Rzeczywistości. Długo rozważał, czy podjąć kolejną. W końcu uznał, że nie ma nic do stracenia.

Wieżę z książek planował długo. Wykorzystał całą wiedzę, którą zdobył, czytając. Przeprowadził najbardziej skomplikowane obliczenia matematyczne. Dopiero wtedy, kiedy poczuł, że jest naprawdę gotów, przystąpił do pracy.

W końcu Elf spojrzał z dumą na swoje dzieło. Po raz ostatni przyjrzał się Wszechobecnej Szarości i ruszył ku górze. Czuł kołatanie serca. Bał się, że coś się nie uda, że w ostatniej chwili jego marzenia znowu wylądują na szarej podłodze, ale obawy okazały się zbędne. Droga na górę była łatwa i całkiem przyjemna.

Ostatni odcinek Elf pokonał z zamkniętymi oczyma. Na oślep pchnął szklaną taflę, która ustąpiła bez oporu. Kiedy w końcu mały marzyciel stanął na dachu Szarej Rzeczywistości, odetchnął głęboko i otworzył oczy.  Poczuł zawrót głowy.

– To niesamowite! – krzyknął.

Świat, o którym mówiły inne elfy, okazał się jeszcze piękniejszy niż w opowiadaniach i na ilustracji z Ostatniej Książki. Był po prostu…

Elf roześmiał się. Czuł się bezgranicznie szczęśliwy! Podskoczył kilka razy, a potem wyciągnął zza pazuchy kartkę z ilustracją, którą wyrwał z Ostatniej Książki. Rozprostował papier i usiadł na nim wygodnie. Cierpliwie czekał. W końcu poczuł delikatny podmuch. Elf uśmiechnął się znowu i złapał za brzegi kartki. Kolejny podmuch był o wiele mocniejszy i lekko przesunął papier. A potem powiało jeszcze mocniej i jeszcze mocniej. Kolejne uderzenie wiatru porwało kartkę i siedzącego na niej Elfa, unosząc ich ponad dach Szarej Rzeczywistości. Elf latał! W końcu był taki, jak wszystkie inne elfy! Następny podmuch zerwał Elfowi czapkę, ale nawet tego nie zauważył. Szczęśliwy i pełen nadziei pozwolił wiatrowi zabrać się w nieznane.

 

8 myśli w temacie “Bajka o Elfie, który nauczył się latać”

  1. Piękna ta Twoja bajka, aż się wzruszyłam na końcu 😉
    Przypomina mi to naszą szarą rzeczywistość i utwierdza w przekonaniu, że warto mieć marzenia i o nie walczyć, bo gdy się czegoś tak bardzo pragnie, to można osiągnąć naprawdę wiele.
    Zawsze uważałam, że trzeba czytać książki, bo jak widać nigdy nie wiadomo kiedy i do czego mogą się nam przydać zawarte w nich informacje 😉

    1. Masz rację, warto mieć marzenia. Bez nich jesteśmy znaczenie biedniejsi. A książki? Nie wyobrażam sobie bez nich życia, choć o tym, jak potrafią być ważne, przekonałam się, kiedy poznałam Elfa. Pozdrawiam. ?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *