Z dedykacją dla zdradzonych kobiet III

Z dedykacją dla zdradzonych kobiet I (TUTAJ)

Z dedykacją dla zdradzonych kobiet II (TUTAJ)

Cóż, barman może nie tak napalony jak kurier, ale… Mam czas. Na razie prawie były mąż umówił się na audiencję. W jego głosie nowe tony. Będzie jutro.

Kwiaty? Coś takiego! I ten uśmiech… Czarujący. Czyżbym już nie była zapuszczona? Nie miała trudnego charakteru? Czego on właściwie chce?! Dopiero po kwadransie wykłada karty na stół. CHCE WRÓCIĆ! Słucham? A tamta? Rozumiem… Pomyłka, błąd, chwila zapomnienia… Nigdy więcej, i wybacz, i mamy dziecko. Naprawdę rozumiem? Nie, do cholery! Jakoś wcześniej o dziecku nie myślał. Czy on zwariował? Odczep się i nie klęcz przede mną! Żadna ze mnie święta. Jestem tylko porzuconą żoną. Żądną krwi porzuconą żoną. Opowiadam o kurierze i przyglądam się z satysfakcją zbaraniałej minie mężulka. Naprawdę chce wiedzieć, jak było? Lepiej niż z nim. Boli. Widzę, że boli. Teraz ja jestem górą. Czuję na języku smak satysfakcji. Pomyśl, co straciłeś. I spadaj!

***

Młody w euforii. Jedzie do tatusia na tydzień. Udziela mi się jego entuzjazm. Chata wolna! Ten kretyn nawet o tym nie pomyślał. A ja owszem. Plany mam bogate. Może nawet odbiorę telefon od kuriera, który okazał się wyjątkowo uparty i dzwoni codziennie. Ale najpierw barman.

No i stało się. Jest prawie doskonale. Czysta pościel, wino, świece. Trochę za szybko zasnął, ale nie będę narzekać. Też mogę zasnąć. Z zemstą u boku.

Odbieram telefon od kuriera. Dzisiaj mogę stawić czoła jego pokrętnym tłumaczeniom. Udaję, że wierzę, zapraszam na kawę. Znowu prysznic, bielizna, poprawka makijażu. Tym razem wysiada z windy sam. Przyniósł kwiaty. Miłe. Całujemy się już na progu. Jakąś godzinę później robię kawę, a potem podsumowuję swoje dokonania. Dwa dni – dwa celne strzały! Kurier wygrywa zawody. Zaklepuję sobie na niego kolejne trzy doby.

Przygotowuję mieszkanie na przyjazd syna, ale tak naprawdę najważniejsza część dotyczy jego ojca. Bo to dla niego przeznaczam męskie skarpety na suszarce, dodatkową szczoteczkę do zębów, maszynkę do golenia. Dla niego, a raczej dla jego czujnego wzroku lustrującego mieszkanie podczas każdej wizyty.

Wpada w sidła. Jest wściekły. Przeciągam się leniwie, uśmiecham się tajemniczo. Nie muszę grać zaspokojonej kobiety. JA NIĄ JESTEM!!! A on jest małym, skamlącym facecikiem, który zrobił pomyłkowy skok w bok. Nawet mi go żal, kiedy tak stoi przede mną. Teraz ja rozdaję karty, misiu.

Czuję, że ta gra zaczyna mi sprawiać przyjemność. Młody się uspokoił, barman i kurier przebierają nogami przed drzwiami sypialni, czekając na kolejny wolny weekend. A ja pławię się w tym wszystkim.

***

Urządziłam imprezę pożegnalno – powitalną. Stare życie – nowe życie. Mąż – kochanek. Miłość – nienawiść. Zaprosiłam znajomych, niech się przekonają, że u mnie wszystko gra. Dzwoni telefon. Wiem, że to kurier, bo wcześniej wszystko przygotowałam. Mówię głośniej niż nakazują dobre maniery. Wiem, że gwar przycichł i wszyscy się przysłuchują. Muszą wiedzieć, że w moim życiu ktoś się pojawił. Współczucie współczuciem, ale nie pozwolę, żeby ktoś patrzył na mnie jak na ofiarę. Rozłączam się, udaję skonsternowaną. Po minach wiem, że dotarło. Jestem kobietą, moi drodzy. Nie pozwolę wam o tym zapomnieć.

***

Przeciągam się leniwie. Stopa trafia na miejsce rozgrzane przez kuriera. Wyszedł przed chwilą. Jest jeszcze ciemno, ale Młody śpi w domu. Po raz pierwszy tak zaryzykowałam. Nie chcę mu mieszać w głowie, ale mam swoje potrzeby. Tatuś chwilowo zamilkł i nie mam jak się pozbyć Młodego z domu, więc muszę się wykazać pomysłowością. Zresztą odrobina adrenaliny dobrze mi zrobi.

Mąż przypomina o sobie w najmniej oczekiwanym momencie. Dzwoni i prosi o spotkanie. Jest miły. Drażni mnie ta jego uprzejmość. Nie wiem, o co chodzi, więc nie mogę się przygotować do spotkania. Niedobrze. Czego on, do cholery, może chcieć? Że czegoś chce, wiem na pewno. Było słychać.

Na wszelki wypadek odsyłam Młodego do babci. Niech się nie pałęta, bo może być gorąco. Mój prawie były mąż zjawia się punktualnie (chyba pierwszy raz w życiu) i na dodatek znowu z wiechciem. Więc jednak czegoś chce. Jeśli liczy na zmniejszenie alimentów, może od razu wracać, skąd przyszedł. Milczę jednak i czekam na rozwój sytuacji. No i się zaczyna. Tę melodię już znam. O powrocie ciąg dalszy. Zastanawiam się, kto tu zwariował. Teraz oprzytomniał?! Czy on myśli, że ja zapomnę o tej lafiryndzie, dla której mnie zostawił?! Pije, ćpa, czy oszalał?! Przyglądam mu się uważnie i stwierdzam z przerażeniem, że nic z tego. On mówi poważnie!!! Postanowił skończyć romansik i wrócić na łono rodziny. Klęka. Kocha, nawet bardzo. Żyć beze mnie nie może. Tęskni. Za Młodym i za mną. Jestem kobietą jego życia. Kończy miłosny monolog i patrzy wyczekująco. Czuję się jak cesarz rzymski przed wydaniem wyroku. Klęczy przede mną mały, zagubiony człowieczek walczący o… No właśnie, o co on walczy? O mnie, o Młodego, o nas? I co ja mam powiedzieć?! Mijają kolejne sekundy. Milczę, choć w głowie burza. W końcu wstaję i wychodzę z kuchni. Zamykam drzwi sypialni i czekam, aż wyjdzie z mojego domu i zabierze ze sobą trudne pytania. Nie potrafię na nie teraz odpowiedzieć. Muszę to przemyśleć. A on niech żyje w niepewności, niech posmakuje bezsennych nocy. Ja już to znam, nasz syn także. Pora na gorzkie doświadczenia głowy rodziny.

Przez kolejne dni nie odbieram telefonu. Dzwoni jak opętany, potem nagle milknie. Może to dziwne, ale czuję niepokój. Czyżby zrezygnował?! Zanim poznałam odpowiedzi na pytania, które mi zadał?! To nie jest w porządku. Topię żal w ramionach kuriera. Niestety, magia zniknęła. To już nie poprawia mi samopoczucia. Może trzeba poszukać gdzie indziej.

Patrzę na dłoń wędrującą po moim ciele. Ładna obrączka. Żona pewnie czeka z obiadem. Nie martw się, kobieto. Chcę szybko, miło, bez zobowiązań. Chcę tylko poczuć się dobrze.

Nie udało się. Frustracja narasta. Wyładowuję się na Młodym, który przyniósł ze szkoły kolejną uwagę. Obrywa za wszystkich facetów, którzy spieprzyli mi życie. Wiem, że to niesprawiedliwe. Patrzę, jak łzy pojawiają się w oczach mojego syna i czuję się jeszcze gorzej. Przytulam go z poczuciem winy i modlę się, żeby nie pamiętał kiedyś, jaką byłam beznadziejną matką. Zapomnij, synu, o moich błędach wychowawczych. Tak będzie lepiej dla nas obojga. Teraz, odkąd tatuś nas zostawił, musimy się trzymać razem. Sztama? Kiwa głową i przytula się mocniej. Poprawia mi nastrój.

Wieczorem siedzimy przytuleni i oglądamy głupawe bajki w telewizji. Zamówiłam pizzę. Nie jest źle. Można żyć bez tych idiotów, którym się wydaje, że tylko pstrykną palcami, a ja polecę za nimi nawet do piekła. Nie będę odpowiadać na pytania mojego męża, nie będę szukać kolejnego pocieszyciela. Jestem w końcu silną kobietą i udowodnię to całemu światu.

Rano nie jest już tak dobrze. Mam wątpliwości, czy na pewno dam sobie radę. Może jednak spróbować jeszcze raz?

***

Wracam z pracy. Ledwo stoję na nogach. Koniec miesiąca, więc szefowa daje nam popalić. Moje mieszkanie też przestało być azylem. W łazience wysiadło światło, a w kuchni diabli wzięli uszczelkę. Dzwonię do Janka, ale jest zajęty. Na fachowca nie mam kasy. Jedyne, co mi zostaje, to wykąpać się w ciemnościach i zamknąć zawór wody. Dobrze, że wiem, gdzie jest.

Pożyczam pieniądze od matki. Tatuś dorzuca coś od siebie – dobre rady dotyczące oszczędzania. Mam go gdzieś. Cieszę się, że mogę zapłacić za naprawy.

Szybko okazuje się, że radość była przedwczesna. Kran naprawiony, ale awaria światła jest poważniejsza i wymaga rycia ścian. Skąd ja na to wezmę kasę? Chyba trzeba pogadać o wyższych alimentach. Nie możemy żyć powietrzem. Dentysta, okulista, wakacje. Nie zacznę przecież kraść. Ten gnój sam mógłby pomyśleć. Jeśli nie o mnie, to o swoim synu. Przecież wie, ile zarabiam i jest w stanie policzyć, że nawet z alimentami to niewiele na dwie osoby. Przyzwyczaiłam się do pewnego standardu i teraz trudno mi z tego zrezygnować. Mogę oczywiście rzucić palenie, ograniczyć zakup kosmetyków i ciuchów, ale dlaczego?! Nie będę się karać za wyskoki mojego męża!

Pojawia się i on. Chyba przetrawił moje ostatnie zachowanie. Więcej, udaje, że rozmowy nie było. Jest obłudnie troskliwy. Obiecuje naprawić światło w trakcie urlopu, ale w tym celu musi u mnie pomieszkać kilka dni. Zgadzam się. Przy stanie moich finansów nie mam co wybrzydzać. Jakoś wytrzymam. Zresztą Młody szaleje ze szczęścia. Będzie mieć tatusia w domu. Zdaje się nie słyszeć, że to tylko na kilka dni.

W przedpokoju znowu wisi szaro-zielona kurtka. Jakby nic się nie stało. Jest też szczoteczka do zębów i maszynka do golenia. Wspólne kolacje. I tylko wieczorami zamykamy się w osobnych pokojach. Sporo myślę o całej sytuacji. Z jednej strony spokój, stabilizacja, radość Młodego, z drugiej moja upokorzona kobiecość, duma. Świadomość, że tak naprawdę dokonałam już wyboru, spada na mnie przed świtem. Jestem zmęczona wolnością. Chcę, żeby u mojego boku był ktoś, kto zadba o kran, działające kontakty i pełną lodówkę. Nie mam siły oswajać kolejnego faceta i znosić przy tym fochów Młodego. Rano wiem na pewno – jutro, za tydzień albo za miesiąc pozwolę mu wrócić. Nadal jestem wściekła, nie dam mu zapomnieć o tym, co zrobił, ale mimo wszystko wpuszczę go znowu do naszego życia. Teraz trzeba się tylko zastanowić, jak to rozegrać, żeby ludzie nie pomyśleli, że robię z siebie pierwszą naiwną.

Stawiam przed nim talerz. Krupnik. Jego ulubiona zupa. Widzę zdziwienie. Gotowania krupniku odmawiałam przez wszystkie lata bycia razem. Jakiś uraz z dzieciństwa. I nagle teraz, kiedy pozew rozwodowy pojawił się na horyzoncie, stawiam przed nim krupnik. Gapi się w  talerz z idiotyczną miną. Mam go karmić, czy jaka cholera?! Sięga po łyżkę. Nie pyta o nic. Irytuje mnie to milczenie. Niezadane pytania wiszą pod sufitem, przybrudzonym nieco. Mógłby coś powiedzieć, ale to nigdy nie była jego mocna strona. Pusty talerz ląduje w zlewie, a ja na kawie u sąsiadki. Nie wytrzymuję i ogłaszam swoją decyzję. Proszę, żeby na razie nikomu nie mówiła. Wieczorem jakoś mi lżej na duszy.

***

Mija miesiąc zabawy w kotka i myszkę. Weekendy mężulek spędza z nami, choć oficjalnie przyjeżdża do Młodego. Sypialnie nadal osobne, ale czuję, że już niedługo. Ile można?! Szczególnie, że wczoraj wieczorem było naprawdę miło. Kupił wino, pożyczył filmy, zrobił kolację. Staraj się, staraj…

Znajomi coraz częściej robią aluzje do cotygodniowych wizyt. Większość puszczam mimo uszu. Na razie nie będę się tłumaczyć, niech ich zeżre ciekawość. Czekam na właściwy moment. Jeszcze kilka tygodni.

Robię imprezę powitalną. Nie uprzedzam gości, że wystąpimy razem.

To już trzeci papieros. Pewnie boi się reakcji znajomych. Robi mi się go żal, choć przecież wiem, że sam sobie winien. Ale jego niepewność jest taka rozbrajająca… Podchodzę i całuję go w usta. Odpowiada i nagle robi się namiętnie. Na szczęście (?) ktoś dzwoni do drzwi. Musimy otworzyć. Pierwsi goście przyszli.

Pocałunek ma ciąg dalszy. Wyjątkowo namiętny. Obiecuję sobie, że rano nie będzie miejsca na wyrzuty sumienia, i zasypiam w jego ramionach. Witaj, bezpieczne życie!

9 myśli na temat “Z dedykacją dla zdradzonych kobiet III”

    1. A ja owszem 🙂 Co prawda motywacja trochę słaba jak dla mnie, bo w końcu czymże jest sikanie po ciemku i cieknący kran w porównaniu z podłością zdrady? No ale zdziwiona nie jestem.

      1. Jasne, że słaba, ale prawdziwa. Szarpanie się z rzeczywistością bywa na tyle dokuczliwe, że niektórzy wolą przymknąć oko na to i owo. Mam wrażenie, że ta motywacja działa w wielu związkach.

  1. Przypuszczałam, że tak będzie, często historia ma takie bądź podobne zakończenie. Szkoda tylko, że chęć zemsty była w niej tak silna, że uległa pokusie. To nie jest dobre i gdy tylko zacznie im się na nowo układać, to będzie miała moralnego kaca, a do tego jeszcze dojdą wzajemne wypominania sobie. A tak naprawdę wcale bym się nie zdziwiła gdyby on znalazł sobie kolejną młodą dziunię, z którą będzie się chciał wyszumieć i historia będzie się powtarzać, te typy tak mają i obym się myliła 🙁

    1. To fakt, życie musi pisać swoje scenariusze po kilku piwach albo butelce wina. 🙂 Dalszy ciąg wkrótce. Pozdrawiam 🙂

  2. Będzie powtórka z jego strony, wystarczy, że raz posmakował, ale w swojej naiwności wierzę, że happy end będzie pozytywny 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *