Gorzki los domowego Amaro

W sobotę wrzuciłam na Facebooku post o pierwszym razie Ojczulka i od razu uruchomiłam wspomnienia. Niewygodne dla rodzica. 🙂

Ojczulek w kuchni czuje się niczym Pani N. w sali gimnastycznej. Słabo (określenie trafne, o ile przyjmiemy, że to eufemizm).

A więc Ojczulek wchodzi do kuchni i ma wrażenie, że jest podróżnikiem przedzierającym się przez dżunglę. Zewsząd grozi niebezpieczeństwo. Wszędzie pułapki, w których człowiek może stracić życie, a przynajmniej dobre samopoczucie. Tu i ówdzie tajemnicze przedmioty o niewyjaśnionym pochodzeniu i przeznaczeniu. Horror! Najlepiej trzymać się z daleka! Czasem jednak rzeczywistość wpycha człowieka w tę nieprzyjazną przestrzeń, a podła córka każe sobie radzić. Na przykład z kaszą manną, której ugotowanie okazuje się niemożliwe i która doprowadza do kryzysu rodzinnego. Albo z ryżem, który nie wiadomo jak i nie wiadomo ile. No!

Tak naprawdę potyczki Ojczulka z kuchnią mają długą historię. Niełatwą. Głównie dla konsumentów. 🙂

  1. Tatuś smaży ziemniaki ugotowane dzień wcześniej i podaje z mięsem przygotowanym przez żonę. Zmanierowana córeczka kręci nosem i odmawia konsumpcji. Twierdzi, że ziemniaki są… słodkie! Ojczulek wpada w szał i straszy paskiem, ale zderza się ze ścianą. To uparta gówniara! Szybka degustacja i… uparta gówniara upartą gówniarą, a ziemniaki faktycznie słodkie. Cóż, okazuje się, że tatuś ma sposób na przerobienie dobrych polskich kartofelków na bataty. Wystarczy pomylić masło roślinne z miodem.*
  2. Ojczulek wraca z pracy. Na patelni znajduje niezjedzoną jajecznicę żony. Zamiast pochylić się nad faktem, że połowica chodzi do pracy głodna, postanawia pochłonąć jej śniadanie. Nie, nie na zimno! Elegancko podsmaża jajeczniczkę na smalcu. Pyta upartą gówniarę, czy zje. O dziwo, zje! Pałaszują więc razem, ile sił w widelcach. Wieczorem jajecznica okazuje się budyniem przerzuconym w pośpiechu na patelnię. Budyń na smalcu tylko u nas! 🙂
  3. Popisowym daniem (?) Ojczulka są skwarki. Jeśli ktoś właśnie wyobraża sobie małe, złociste kosteczki, nie wie, co robi. Skwarki Tatusia to wielkie, ledwie zeszklone, gumowate kawałki słoniny. Koszmar dzieciństwa! Oczywiście zdaniem autora – cud-miód! Autor Narcyz w końcu. 😉

Ostatnio Ojczulek wszedł na kolejny stopień wtajemniczenia kulinarnego. Tylko czekać, aż otworzy blog kulinarny. Beznadziejne potrawy Pana N.? 😉

* Informacja dla młodzieży – były czasy, kiedy masło roślinne i miód sprzedawano w bardzo podobnych, plastikowych opakowaniach.

8 myśli na temat “Gorzki los domowego Amaro”

  1. Ja Ci kiedyś mówiłam, że Twój Ojczulek idealnie pasowałby do mojej babci? Ona na przykład potrafi zaserwować zupę z bigosu. Myślę, żeby się w kuchni dogadali. 🙂

  2. Budyń na smalcu mnie pokonał. W rodzinie widać wszyscy tacy utalentowani, bo ja bym nie wpadła żeby budyń na patelnię przerzucić 🙂 Ale i mojej niczego nie brakuje. Pamiętam jak wujek zapragnął zjeść galaretę (taką z nóżek, blee) ale za zimna mu była więc podgrzał w garnku 🙂

    1. Tłumaczę to sobie pospiechem, ale tylko po to, żeby została furtka genetyczna. Wiesz, że jest ktoś, po kim mogłam odziedziczyc normalność. 😉 Rozumiem, że wujek zjadł zupę ze smakiem. 😃

      1. Furtka genetyczna – to dobre jest. Poszukam u siebie 🙂 Wujowi co nieco oczy stanęły w słup jak stan skupienia galarety się zmienił, ale spożył. Drugi raz się zdziwił jak mu stężało w żołądku, ale zniósł to z godnością. Przeżył. A to najważniejsze 🙂

        1. Oczywiście, że najważniejsze. My też przeżyliśmy. Trudno powiedzieć, czy potrawy Tatusia miały jakiś wpływ na naszą psychikę, czy też urodziliśmy się stuknięci. 🙂

          1. Myślę, że to się łączy. Nie wiesz co on jadł zanim Cię spłodził i jak to się przełożyło na geny. To temat na doktorat!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *