Kurier nie zawsze dzwoni dwa razy

Pracuję. Długo. Czasem bardzo długo. A jak się zapomnę, to nawet bardzo, bardzo długo. Nie na tyle, żeby nie zrobić zakupów w internecie, ale już na tyle, żeby mieć kłopot z odbiorem przesyłki. Tak, przyznaję bez wyrywania paznokci i języka – jestem zmorą wszystkich kurierów, ale…
Ale czasem mam wrażenie, że niektórzy z nich wykorzystują okoliczności i nawet nie próbują mnie złapać. Ten ostatni miał pecha. Pewnie jakiś czarny kot przebiegł mu drogę. A może to była zakonnica… Otworzył w domu parasolkę? Rozsypał sól? Nie mam pojęcia. Wiem tylko, że byłam w domu. Trzy godziny przed tym, zanim otrzymałam SMS, że kurier właśnie próbował dostarczyć przesyłkę, ale mnie nie zastał (?!). Trudno mnie zaskoczyć. Firmie kurierskiej się udało. Na wszelki wypadek wyszłam przed dom. Nie, nie po to, żeby sprawdzić, czy nie pomyliłam budynków, w końcu taki wyrób budowlanopodobny jest niepowtarzalny, ale po to, żeby sprawdzić domofon. Działał. Wtedy naprawdę się wkurzyłam. Na tyle solidnie, że nie przeszło mi w trakcie drogi powrotnej do mieszkania (całe sześć schodów) ani do pokoju (całe dwa metry). W akcie frustracji zadzwoniłam do firmy. Odezwał się automat: Jeśli chcesz wysłać przesyłkę, powiedz „przesyłka” albo wciśnij jeden… Po pięciu możliwościach (w języku polskim i angielskim) nastała cisza. Zdziwiłam się jeszcze mocniej. A gdzie opcja dla zrobionych w jajo klientów? Wykręciłam numer jeszcze raz. Awizo! – wrzasnęłam po chwili, wybierając jedną z opcji i przy okazji kłamiąc jak z nut, bo żadnego świstka nie dostałam. Mamusia mi powtarzała, że kłamstwo ma krótkie nogi. Kłamała. Tak naprawdę powinna powiedzieć, że są króciusieńkie. Przekonałam się o tym już po chwili, kiedy automat kazał mi odczytać numer umieszczony pod kodem kreskowym… Policzyłam do trzech. Wykręciłam numer jeszcze raz. Śledzenie przesyłek! – wrzasnęłam tym razem. Nawet tatuś usłyszał… Automat też. Grzecznie kazał mi podać numer przesyłki, który na szczęście spisałam wcześniej. Pobłogosławiłam swoją blond-przebiegłość i wyrecytowałam układ liter i cyfr. Twoja informacja jest przetwarzana – oświadczył automat, a potem beznamiętnym głosem poinformował mnie, że kurier próbował, ale nie zastał, więc przesyłka będzie do odbioru… K…a! To już wiedziałam ze strony internetowej! Zapadła cisza, w trakcie której fantazjowałam na temat spalenia, wystrzelania i różnych takich. Krwawych i nadających się na czołówki gazet. Na szczęście automat się zlitował i zapytał, czy chcę się połączyć z konsultantem. Moje „tak!” z całą pewnością dotarło do Warszawy bez udziału linii telefonicznej. Automat musiał wyczuć emocje po drugiej stronie, bo postanowił mnie wyciszyć przed połączeniem z konsultantem. Zadbał nawet o muzyczkę relaksacyjną. Nie pomogło. Po pięciu minutach automat dał za wygraną i w słuchawce rozległ się głos konsultanta. Pomyślałam po raz 123., że gość nie jest niczemu winien (nie wiózł przesyłki, nie opracował systemu połączeń), odetchnęłam głęboko i otworzyłam niewyparzoną (czasami) gębę…
Ostatecznie paczkę przywiózł jakiś młodzian dwie, trzy minuty po moim telefonie, ale już wiem, że nigdy więcej nie będę reklamować przesyłki w tej firmie. Niech ją wiozą do sklepu, do stolicy albo na drugą półkulę. To nie jest na moje nerwy!!! 

PS Jeśli mieliście podobną przygodę, krzyknijcie: Ja też! lub wciśnijcie jeden. Jeśli macie rozwiniętą empatię, wrzaśnijcie: Współczuję! albo wciśnijcie dwa. Jeśli stanęliście po stronie kuriera, wysyczcie: Głupia Pani S. … albo wciśnijcie trzy.

8 myśli na temat “Kurier nie zawsze dzwoni dwa razy”

  1. Wciskam 1. I też mięsem rzucałam. A dzisiaj czekam na kuriera, waruję przed drzwiami jak osioł. Jak nie przyjedzie, to się chyba pochlastam. Czekam tak od piątku!

    1. U mnie znowu dwie przesyłki, a ja w pracy do dziewiętnastej, więc… Jeden to było wysyłanie przesyłek, więc się nie odważyłam. 😀

      1. Ja dzisiaj od rana czekam na mojego kuriera, ale muszę wyskoczyć do dentysty i znając złośliwość losu, przyjedzie akurat wtedy.

  2. Walczyłam z listonoszem, walczyłam z kurierami i innymi donosicielami. Jedną maścią smarowani. Jeśli robię zakupy przez internet a ma mi je przywieźć jedna z debilnych firm (czerwone logo na żółtym tle) to rezygnuje z zakupu – debile począwszy od kuriera a skończywszy na konsultantach poprzez ich przełożonych . Poddałam się walkowerem 9:0 dla żółtoczerwonych 🙂

    1. Ja mam lepsze doświadczenia, bo poza tym gościem, reszta nie sprawiała problemu, za to ostatnio podpada mi Poczta Polska. Nawet poszłam do naczelnika, ale nie zastałam ani jego, ani kierownika. Zostawiłam namiary. Jak myślisz, zadzwonili? 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *