O tym, jak Pani S. nie została córką leśniczego

Wszyscy wiedzą, że Pani S. szuka nowego miejsca w zawodowym życiu i wciąż nie wpadła na pomysł, co mogłaby robić. Trenerka jogi? Śpiewaczka operowa? Prezeska? Znana reżyserka? Leniwiec? Przy takim natłoku talentów wybór nie jest prosty… Tymczasem niewiele brakowało, żeby nowa posada spadła Pani S. niczym manna z nieba. Posada, a właściwie posadka – cieplutka, intratna, prestiżowa. Z jednej strony dobrze płatna, z drugiej – nieobciążona żadnymi wymaganiami. Nic a nic. I co z tego, skoro wszystko diabli wzięli!

Oczywiście, że powiem, o co chodzi. Jak się człowiek wygada, to mu od razu lżej na duszy…

Otóż byłam o krok od zrobienia kariery politycznej. Może nawet o włos! Mogłam wejść do rządu! Dostać tekę! Na przykład w ministerstwie spraw beznadziejnych. Mogłam mieć służbowy samochód z kierowcą, wpływy i dostęp do tajnych informacji! Mogłam chociaż raz w życiu poczuć się w miejscu pracy jak prawdziwa intelektualistka (wiecie, na tle czarnego każda biel jest śnieżna)! Trudno się dziwić, że kiedy taka posadka przechodzi koło nosa, człowiek czuje się beznadziejnie!

Jakiś czas temu jeden z członków mojej rodziny podróżował pociągiem. Tym samym, który wybrał wpływowy polityk. Nie tylko jechali razem, ale też skorzystali z toalety jeden po drugim. No! Sami widzicie, że kariera była blisko! Słucham? Jak to brak związku między korzystaniem z toalety po wpływowym polityku a moją karierą polityczną?! Przecież ten związek widać jak na dłoni!

Po pierwsze, gdyby członek mojej rodziny zachował się bardziej ofensywnie i mijając polityka w drzwiach kolejowej toalety, szepnął, że ona jest, że czeka, że pomożecie – pomożemy… Gdyby nie przedłożył swojego przepełnionego pęcherza nad moją karierę… Gdyby nie rzucił się na toaletę jak szczupak na blachę… Cóż… Wiadomo, że z rodziną to lepiej na zdjęciach… Choć szansa wciąż jeszcze była. Gdyby wpływowy polityk nie opuścił deski albo, co lepsze, naświnił w toalecie, a członek mojej rodziny mi o tym napomknął – przez przypadek, oczywiście – mogłabym wykorzystać ten fakt i zagroziwszy doniesieniem do mediów, załatwić limuzynę, tekę i wpływy! Wiadomo, że nie ma nic bardziej kompromitującego niż nieopuszczona deska w toalecie albo ślady, których nie zostawi kubek-niekapek. Każdy wpływowy polityk wie, że już nigdy nie odzyskałby twarzy wśród żeńskiej części elektoratu. Żadna szanująca się kobieta nie zaufałaby przecież człowiekowi, który zostawia podniesioną deskę klozetową albo brudzi w toalecie. Nic z tego nie wyszło. Wpływowy polityk zachował się jak należy i nie pozostawił śladów mogących go skompromitować. Eh! Na nikogo dzisiaj nie można liczyć… Ani na rodzinę, ani na klasę polityczną. 😉

Ale nic to – jak mówił pułkownik Wołodyjowski tuż przed wylotem w kosmos (ciekawe, czy też go zdegradują… 😉 ). Wyciągnęłam wnioski i postanowiłam lepiej się przygotować do podobnych sytuacji. A właściwie lepiej przygotować członków mojej rodziny. Wszyscy: od brata po szwagierkę kuzyna zostaną wyposażeni w moje cv. W razie spotkania z wpływowym politykiem w jakichkolwiek drzwiach przekażą kopertę i powiedzą, że to jest taka córka, co nawet nie leżała koło leśniczego, ale i tak się nadaje! Genialny plan, co?! A jak już wdrapię się na szczyt… Wiadomo! Władzy raz zdobytej nie oddam nigdy!

 

4 myśli na temat “O tym, jak Pani S. nie została córką leśniczego”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *