Z dedykacją dla zdradzonych kobiet II

Gdyby ktoś nie czytał, to TUTAJ pierwsza część historii.

Dlaczego wyszłam akurat za niego?! Przecież nie narzekałam na brak powodzenia. Zaliczyliśmy wpadkę, ale żeby zaraz ślub… Dobra, prawda jest taka, że starzy by mi tego nie darowali. I tak krzywo patrzyli, że idę do ołtarza z brzuchem. Naciskali na małżeństwo, aż dom trzeszczał w posadach. No i się poddałam.  Ale miłość też była… Co się będę okłamywać… Ja go naprawdę kochałam. Nie, ja go CIĄGLE kocham. I to jest w tym wszystkim najgorsze.

Znowu siedzę nad albumem. To zaczyna być żałosne. A właściwie kto mi zabroni? Pobędę sobie żałosna. I tak nikt nie widzi. Zdjęcia ze ślubu. Sukienka. W ogóle mi się nie podobała, ale matka twierdziła, że najlepiej maskuje ciążę. Zdjęcia Młodego zaraz po urodzeniu. Dumny tatuś. Wakacje. Na zdjęciach wszystko w porządku, ale przecież gdzieś musiało się popsuć. Tylko gdzie, do cholery?! Nie mam pojęcia. Może nie było gładko, ale żeby aż tak?!

W napadzie złości likwiduję ostatnie ślady jego pobytu w mieszkaniu. Szoruję podłogę, wycieram kurze. Po dwóch godzinach wszystko lśni. Wraca Młody. Znowu dostał uwagę. Niech sobie to jutro załatwią z tatusiem, ja idę do kosmetyczki i do fryzjera.

Wieczorem rozmawiamy z Młodym o sobocie, ustalamy porządek dnia. Oboje jesteśmy zdenerwowani. Zasypiamy przytuleni. Nawet kot się wciska na łóżko. To jedyny mieszkaniec naszego domu, który nie zdaje sobie sprawy z powagi sytuacji.

Rano nerwowo, bo zaspałam, a chcę się przygotować. Pędzę do łazienki, burczę na dziecko. Jeszcze przestanie mnie kochać i postanowi zamieszkać z tatusiem. Przepraszam i dla poprawy wizerunku robię pyszne śniadanie. Dziecko zadowolone, więc i mnie poprawia się humor. Nie na długo. Dzwoni domofon i czuję, jak żołądek podjeżdża mi do gardła. Przyjechał! Nie chce wejść na górę, prosi, żeby Młody zjechał do niego. Idą na spacer, wrócą po południu.

Dopracowuję szczegóły wyglądu i udaję, że nad sobą panuję. Wpada sąsiadka. Pijemy kawę, palimy w pokoju (dotąd to było surowo zabronione), plotkujemy. Domofon. Wrócili. Sąsiadka znika jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Zostaję sama na placu boju. Wchodzą. Młody pakuje plecaczek i wędruje do babci. Obiecuje zadzwonić, kiedy dotrze na miejsce. Boże, jakie to moje dziecko samodzielne. Zostajemy sami. Cieszę się, że on też nie wie, jak się zachować. Siadamy w kuchni. Nie jest łatwo powiedzieć to, co się zaplanowało, dlatego rozmowa wcale nie wygląda tak, jak sobie wyobraziłam. Szczególnie, że mój mężulek od razu wali z grubej rury i mówi, że jestem wszystkiemu winna. Mam trudny charakter, zapuściłam się, a tak właściwie, to on nie wie, czy mnie w ogóle kochał. Odszedł, bo miał dość, a nie dlatego, że sobie kogoś znalazł. Dawno o tym myślał. Nie mogę wydusić słowa. Czuję, że zaraz zacznę ryczeć. O dziecko będzie dbał, rozwodu chce jak najszybciej, zabiera tylko samochód. Na koniec prosi, żebym na razie nikomu nie mówiła. Baranieję. Mam dość. Co mam ukrywać?! Że już nie jesteśmy razem?! Po co?! Każę mu się wynosić. Zaczynam ryczeć dopiero wtedy, kiedy zamyka drzwi. Skurwiel, po prostu skurwiel!!!

Dobrze, że Młody został u babci. Nie chcę, żeby widział mnie w takiej formie.

***

W autobusie tłok jak cholera. Jakaś tłusta baba podtyka mi pachę pod nos. W łazience to ty dzisiaj nie byłaś, brudasko. Jadę do szkoły. Zadzwonili, że Młody ma jazdy. Muszę wyjaśnić sytuację. Jeszcze tego mi, kurwa, trzeba. Ale czy tatusia to obchodzi? Nie… On teraz wychowuje cudze bachory. Rozwalił rodzinę, zniszczył nam życie i ma to w dupie. Śmierdząca pacha na szczęście wysiada. Niestety zjawia się kolejna. Czy dzisiaj była awaria wodociągów?! Nareszcie mój przystanek. Muszę zapalić, zanim wysłucham dyrektorskiej pogadanki o problemach mojego syna.

Papieros jest zdecydowanie za krótki.

Pani dyrektor czeka na mnie ze służbowym uśmiechem. Olśniewająca biel z reklamy. Za to mój syn nie przypomina bohaterów reklam. Uderzył kolegę, uciekł z lekcji. Tłumaczę, co i jak. Pani dyrektor kiwa głową, że niby rozumie. Jej ręka mimowolnie ląduje na obrączce. Zaczyna się nią bawić. Wkurza mnie ten gest, choć ona chyba nie zdaje sobie sprawy, co robi. Myślisz, że dyrektorscy mężowie nie chodzą na lewiznę?! To się jeszcze zdziwisz. Czterdzieste urodziny masz już pewnie za sobą, więc tylko patrzeć, kiedy cię zostawi. Ciekawe, czy twoje dzieci będą wtedy grzeczne i słodkie. Pani dyrektor proponuje wizytę u psychologa. Przez tego idiotę zrobią z Młodego czubka. Kiwam głową, że niby się zgadzam. Niedoczekanie wasze, sama sobie poradzę.

Zabieram Młodego do domu. Na dzisiaj koniec pracy i nauki. Idziemy na pizzę. Muszę z nim pogadać. Próbuję, ale nic z tego nie wychodzi. Młody wbija wzrok w stół i się nie odzywa. Że żona ze mnie kiepska, myślą już wszyscy, teraz jeszcze się okaże, że matka też nie lepsza. Dobra, spokój, trzeba to ogarnąć. Na tatusia nie znalazłam sposobu, ale z gówniarzem sobie poradzę.

Wracamy do domu. Pizza zjedzona, trudności zostały. Dzwonię po Kaśkę. Niech przyniesie wino.

Próbuję wytłumaczyć, co czuję, ale nie bardzo mam komu. Ja swoje, Kaśka swoje. Mądrala! Co ona może wiedzieć o moim samopoczuciu?! I niech przestanie pieprzyć, że muszę się wziąć w garść. Żadna ze mnie bohaterka. Nie chcę brać się w garść. Chcę się użalać nad sobą, aż się porzygam! A potem umyję zęby i zacznę znowu. I tak w kółko… Tego mi trzeba, a nie pieprzenia o odpowiedzialności za dziecko. Niech ona już lepiej pójdzie. Nie ma dziecka, więc nie wie, jak to jest. Nie musiała oglądać profesjonalnego uśmiechu pani dyrektor i opowiadać o swoim rozpieprzonym życiu. Jej rodzice też wykazali się większą klasą niż moi. I wychowali ją bez pomocy babci. Były zupy i rodzinne kolacje. Modelowo. SZCZĘŚCIARA! Może się mądrzyć, ile wlezie, ja wiem swoje. Niech już idzie i nie zapomni zabrać swojego poradnika szczęśliwej kobiety.

Wreszcie wychodzi. Jeszcze chwila i wywaliłabym ją za drzwi. Ludzie nie wiedzą, kiedy skończyć. Pani Dobra Rada.

***

Jestem sama już prawie miesiąc. Za dwa dni upiję się z okazji rocznicy (albo miesięcznicy – jak kto woli) i zacznę planować resztę życia. Bez niego… Stop! Tak nie mogę myśleć, bo znowu zacznę wyć. Na dodatek w autobusie pełnym ludzi. Nie chcę im fundować darmowego przedstawienia. Dobra, zacznę planować resztę życia, bo nie chcę być sama. Znajdę sobie kogoś i udowodnię gnojkowi, że więcej stracił, niż zyskał. Ten kurier, który wczoraj przywiózł mi paczkę, był całkiem sympatyczny i dlatego wyszedł z biura bogatszy o mój adres i telefon. Tak się wgapiał w dekolt, że nie mam wątpliwości – ZADZWONI! Więc, drogi mężu, czas zacząć bez ciebie. O, facet w autobusie też patrzy na mnie znacząco. Bierzcie mnie chłopaki, jestem wolna! We wszystkich językach świata.

Uczę się nowego. To wcale nie jest takie złe. Wspomniałam dzisiaj barmanowi, że mąż zwolnił miejsce i miałam wrażenie, że zaczął mnie inaczej traktować. Ma na imię Piotrek. Sporo mi o sobie powiedział. W jego wzroku była zapowiedź wspólnego poranka. Jak tylko Młody pojedzie z wizytą do tatusia, przypuszczę atak. Fajnie by było, żeby mój eks zastał nas, odwożąc dziecko do domu. Niestety, ze względu na Młodego mogę sobie tylko pomarzyć. Dzieciak i tak ma przechlapane, nie mogę mu fundować takiej niespodzianki. Zemsta jest słodka, ale bez przesady. Chociaż za jakiś czas, kto wie…

***

No więc minął miesiąc. Z pustymi półkami, bezsennością, sfrustrowanym synem. Tymczasem zadzwonił kurier. Dokładnie wtedy, kiedy był mi potrzebny. I dokładnie wtedy, kiedy jego usta mogły zdziałać cuda z moim poczuciem własnej wartości. Smakował kawą. Chuj z tym, że to była ulubiona kawa mojego męża. A może to był właśnie smak zemsty. Wprawdzie w łóżku nie wylądowaliśmy, bo musiał porozwozić przesyłki, ale było namiętnie. Bardzo namiętnie. No, czas odtrąbić światu swoje zwycięstwo.

Dzwonię do Rudej. Jest, ale nie może przyjść, bo ma robotę. Przekładamy spotkanie na jutro. Z Kaśką mam więcej szczęścia. Znajdzie czas na babskie pogaduchy. I ma wino.

Kiedy mówię jej o wizycie kuriera, patrzy na mnie bez większego zainteresowania. Wkurza mnie jej obojętność! Zaczynam opowiadać o pocałunkach, trochę koloryzuję. No, w końcu jakaś reakcja. Dobra, to teraz opowiem jeszcze coś. Nie będzie na mnie więcej patrzeć jak na ofiarę nieudanego małżeństwa.

Ruda odhaczona. Na mojej liście jeszcze jakieś dwa tysiące osób, którym muszę opowiedzieć o swoich dzisiejszych wyczynach. Satysfakcja gwarantowana.

Leżę w łóżku i po raz pierwszy od dawna czuję miękki dotyk pościeli, widzę gwiazdy i wiem, że zaraz zasnę. Jeśli będę mieć szczęście, przyśni mi się coś miłego.

***

W czwartek spotykam Jolkę. Co słychać i inne pitu, pitu. Mówię o  rozstaniu i widzę, że jej twarz nabiera podejrzanego wyrazu. Coś śmierdzi na kilometr. Przyciskam. Na mieście nie chce gadać, ale obiecuje, że wpadnie na kawę. Ciekawe, czy dotrzyma słowa.

Pojawia się rzeczywiście. Próbuje kręcić, ale nie ze mną te numery. Pytam wprost. Opowiada o esemesach. Mężulkowi zebrało się na niemoralne propozycje! Mój euforyczny nastrój pikuje w dół. Rozbija się o kuchenną podłogę. Długo go nie posklejam.

Śledztwo trwa. Zamiast opowiadać o wizycie kuriera (i dwóch telefonach), pytam o świńskie propozycje męża. Trzy połączenia okazują się strzałem w dziesiątkę. Tracę chęć do dalszych pytań. Czego się dowiem? Że facet szukał nowych doznań od dawna i to wśród moich koleżanek?! Historia przeglądanych przez niego stron internetowych też świadczy na moją niekorzyść. Jak ja mogłam tego nie zauważyć? No i na co mi były studia i wszystkie przeczytane książki?!

Dzwoni kurier, ale nie odbieram. Mam dość facetów. Wysłałabym was wszystkich na inną planetę! A potem poszłabym do sklepu i kupiłabym największy wibrator, jaki by mieli. Nadałabym mu imię i zasypiałabym u jego boku, nie martwiąc się, że któregoś dnia znajdzie sobie atrakcyjniejszą właścicielkę. A nawet gdyby tak się stało, zawsze zostałaby mi reklamacja. A gdzie mogę reklamować wadliwego męża? Nigdzie. Moja beznadziejna teściowa odpada, a z siłami boskimi nie chcę zadzierać. Dobre układy na górze mogą mi się przydać.

***

Od pięciu dni żyję ze świadomością, że mój mąż próbował mnie zdradzić. Wielokrotnie. Zastanawiam się, czy mu się w końcu udało. W ramach pocieszenia odbieram telefon od kuriera. Jesteśmy umówieni na jutro. Mam ochotę zaciągnąć go do wyra. CHCĘ UPRAWIAĆ SEKS!!! A potem opowiedzieć o tym wszystkim, którzy zwątpili w moją atrakcyjność.

W łóżku nie lądujemy. Młody nie chce iść do babci, a później co kilka minut wchodzi do kuchni. Mały szpicel! Mamy czas na trzy pocałunki i kilka sekund bliższego kontaktu. Pomiędzy kanapkami, soczkiem, herbatką, czekoladą, wafelkiem, problemem z zadaniem. Synku, następnym razem marsz do babci!

***

Wielki Dzień nadchodzi. Młody jest na wycieczce, a kurier będzie w mieście. Dziękuję wam, nadawcy paczek!!!

Sprawdzam stan pościeli. Obwąchuję ją niczym pies myśliwski. Może nie za świeża, ale nie jest źle. Biorę prysznic, wyciągam najlepszą bieliznę. Właśnie przeglądam się w lustrze, kiedy odzywa się domofon. Mimowolnie liczę piętra, które powinien już pokonać. Windo kochana, szybciej, szybciej. Jest…

Po co ona przyszła?! Siedzimy w kuchni. Ja pełna nieugaszonych pragnień, on, mam nadzieję, też. I Kaśka, którą spotkał w windzie. Musiałam mieć nieszczególny wyraz twarzy, kiedy pojawili się oboje. Próbowałam dać jej znać, żeby sobie poszła, ale udaje głuchą i ślepą. Widzę, że wpadł jej w oko. Ona jemu nie, na szczęście. Spadaj, jędzo, do domu. I nie wdzięcz się tak. Co się nachylasz, lafiryndo. On nie jest tobą zainteresowany. No nie, co ona wyprawia?! Zaraz podciągnie kieckę do góry. Nagle przypomina sobie o ważnym spotkaniu, prosi, żeby ją podwiózł. Dlaczego on się zgodził?! A ja?! A moje potrzeby?! Rzucam się na łóżko, które jęczy z wyrzutem. Nawet ono przeciw mnie! Walę pięściami w poduszkę. Szczyl, zwykły szczyl!

Dzwoni już piąty raz. Nie zamierzam odbierać. Mam swój honor. A facet nie jest tak atrakcyjny, żebym miała ochotę schować ten honor do kieszeni. Nie! ODRZUCONO!

cdn.

7 myśli na temat “Z dedykacją dla zdradzonych kobiet II”

    1. Jasne, że chce się odegrać. Ta historia ma jeszcze kilka zwrotów akcji. Bo to życie, a nie ja, napisało ten scenariusz.

    1. Jakiś czas temu sąsiadem mojej znajomej został facet, który miał jednocześnie dwie rodziny. I chociaż uważam, że to świństwo, to z drugiej strony gościa podziwiam. Jak pomyślę o logistyce…

  1. Niestety Boja ma rację, ona go nadal kocha, będzie jej ciężko, bo nie da się tak pstryknąć palcami i nagle się odkochać. Wiem, że ona jest żądna zemsty, ale to jest zgubne rozwiązanie, bo potem może się to obrócić przeciwko niej i sama sobie zrobi krzywdę wskakując z deszczu pod rynnę, tak się niestety często zdarza. W wielu przypadkach jest też tak, że jak facet się wyszumi i znudzi swoją nową niunią, która tylko leży i pachnie, a zapragnie znów poczuć domowe ognisko, które przez swoją głupotę stracił, zacznie się podlizywać i wykorzystywać jej słabe punkty, by wrócić.
    Problemy z synem dopiero mogą się zacząć, bo wiem, że dzieciaki potrafią odreagowywać agresją wyżywając się wkoło na wszystkich i wszystkim, one czują się bardziej zdradzone, gdy mama i tata już nie są razem, a co gorsza mają innych partnerów.
    Smutna ta Twoja historia i naprawdę współczuję Twojej znajomej 🙁

    1. Zgadzam się z tym, co piszesz. Za tydzień trzecia część, a w niej potwierdzenie Twoich słów. Na szczęście nie tych, które dotyczą Młodego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *