Drzewo życia

Znowu prawdziwa historia. Choć trudno w to uwierzyć, nie wydarzyła się przed wiekami…

Kiedy Anna opiera się o drzewo, jej zniszczone ręce zlewają się z korą w jednolitą, nierozerwalną całość. Ogląda dłonie, jakby widziała je pierwszy raz. To nie są ręce szczęśliwego człowieka. Może właśnie dlatego, że mówią to tak wyraźnie, rzadko się im przygląda, wstydliwie chowając je także przed spojrzeniami innych. Kobieta obejmuje pień i przytula twarz do szorstkiej powierzchni. Wydaje się, że zupełnie nie czuje przenikliwego chłodu wypełniającego noc. Jest tylko ona i drzewo.

W końcu kobieta odrywa się od pnia i sięga po siekierę. Uderza. Ostrze ześlizguje się, nie czyniąc większej szkody. Drugie uderzenie także kończy się porażką. A później trzecie i czwarte… Pierwszy akt walki przynosi smak przegranej. Anna jest już mocno zmęczona, kiedy w końcu dociera to do jej świadomości. Nie zważając na śnieg, pada na kolana, zakrywa twarz rękoma i trwa. W mroźnej, zimowej nocy szuka siły, która pozwoliłaby jej ponownie wziąć siekierę do ręki.

W końcu kobieta podnosi się i znowu obejmuje poorany zmarszczkami pień. Opowiada swoją historię. Ta opowieść o nieudanym życiu ma przełamać opór drzewa, przekonać je, że to jedyna droga, że nie ma innego wyjścia, że dzieci, że… Szept kobiety delikatnie głaszcze mroźne powietrze. Choć w opowieści pojawia się żal, poczucie krzywdy i brak nadziei, to jest też wielka siła miłości do dzieci. Miłości, która zmusiła ją do wyjścia z domu w mroźną moc.

Kiedy Anna kończy opowieść, podnosi siekierę z ziemi i staje na lekko rozstawionych nogach, szykując się do ostatecznego pojedynku. Pierwszy zamach i uderzenie pełne wiary w zwycięstwo. Siekiera wbija się w korę. Lekki uśmiech pojawia się na twarzy kobiety. „Dziękuję” – mówi cicho, a później uderza znowu. Początkowo rąbie z coraz większą siłą, wzmocniona nieoczekiwanym sukcesem. Wie, że musi uważać. Gdyby drzewo upadło w jej kierunku… Nie. To przecież drzewo życia. Praca szybko wysysa energię z wychudzonego ciała. W pewnym momencie jest już tylko nieludzki ból mięśni, walka o każdy łyk powietrza i chęć odpoczynku za wszelką cenę, ale kobieta wie, że jeśli usiądzie, nie znajdzie siły, by się podnieść. Bije niemal na oślep, zagryzając wargi. Wąska strużka krwi spływa po brodzie. Kobieta chciałaby krzyczeć, dając w ten sposób ujście wszechobecnemu bólowi, ale nie może. Cisza jest jej sprzymierzeńcem.

Kiedy Anna ma wrażenie, że za chwilę się podda, bo nie będzie w stanie zmusić się do wzięcia kolejnego zamachu, pojawia się ostrzegawczy  trzask. Kobieta zatrzymuje się. „Jęk konającego” – myśli, a później podejmuje przygotowania do zadania ostatecznego ciosu. Następny trzask jest głośniejszy. Kobieta lekko popycha pień, jednocześnie odskakując w bok. Drzewo upada, wzbijając tumany śniegu. Srebrny pył unosi się w powietrzu, nadając tej chwili magiczny wymiar. Walka dobiega końca.

Anna siada na pniu. Rozgląda się wokół, szukając oznak ludzkiej obecności. Gdyby ktoś zobaczył, co zrobiła, miałaby kłopoty. Na szczęście wokół panuje cisza. Tylko gdzieś daleko poszczekują psy. Z okien okolicznych domów wyziera nieprzenikniona czerń. Kobieta jest sama. Wie, że za chwilę będzie musiała wrócić do pracy, ale teraz chce odpocząć. Kiedy w końcu drzewo zamieni się w niewielkie kawałki drewna, będzie mogła rozpalić w piecu, ogrzewając dom, w którym śpią jej dzieci. Nie chce teraz myśleć o tym, że właśnie złamała prawo. Potrzebuje chwili szczęścia i jest gotowa wydrzeć ją życiu za wszelką cenę. Na wyrzuty sumienia przyjdzie jeszcze czas.

Mężczyzna spogląda zza firanki. Nienawidzi kobiety tak bardzo, że nie jest w stanie powstrzymać przekleństw cisnących się na usta. Nawet nie próbuje. Ciepło wydobywające się z kominka nie może roztopić zimnego spojrzenia przypadkowego świadka. Mężczyzna od dłuższego czasu obserwuje walkę kobiety z drzewem. Nie ma w nim litości. Ta kobieta zniszczyła życie jego syna, nie zasługuje na litość. Zasługuje na karę. Starzec nie ma wątpliwości, co powinien zrobić, więc bierze telefon i po chwili rozmawia z człowiekiem, który w rozgrywającym się dramacie odegra rolę ręki sprawiedliwości. Mężczyzna opowiada o walce, która rozegrała się na sąsiednim podwórzu. Opisuje tragiczną śmierć drzewa. Fakt, że ofiara drzewa oznacza  życie dla jego wnuków, nie ma żadnego znaczenia. Liczy się tylko zemsta.

4 myśli na temat “Drzewo życia”

    1. Nie wiem, skąd. Dostała ogromną grzywnę (około 10 tysięcy złotych), ale na szczęście burmistrz umorzył zobowiązania.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *